Targi są lekarstwem na Covidowe frustracje | Wojciech Pawłowski, Badge4u

0
  • O tym, jak poradzili (i nadal radzą) sobie z pandemiczną rzeczywistością, o lojalności i relacjach, oraz o potrzebie spotkań face to face mówi Wojciech Pawłowski, właściciel firmy Badge4u.
  • “Na szczęście nie zawiodła solidarność w biznesie i zdecydowana większość naszych kontrahentów płaciła swe należności z góry mimo, że wcześniej miała już wynegocjowane dłuższe terminy płatności”.
  • “Myślę, że to właśnie ‘targi w realu’ są najlepszym lekarstwem na nasze Covidowe frustracje, zaś  mówienie o ich schyłku jest co najmniej przesadzone”.

Jak wyglądały ostanie miesiące Waszej pracy?

Początek roku nie zwiastował nadchodzących kłopotów. Obroty firmy w styczniu, lutym, a nawet w pierwszych dwóch tygodniach marca, mimo załamania rynku włoskiego, szybowały w górę i napawały dumą. Dobrze zrobiona robota w czasie wszystkich imprez targowych!

A potem zaczęła się pandemia?

Dokładnie. 16 marca wszystko zaczęło się przewracać. Z dnia na dzień zamykały się kolejne rynki europejskie i drastycznie spadała liczba zamówień. Właściwie, marzec siłą rozpędu nie był jeszcze taki zły. Dział produkcji do końca miesiąca miał co robić, ale działy obsługi klienta i grafików były praktycznie bezrobotne. Na szczęście pracownicy tych dwóch działów mieli najwięcej zaległych urlopów i udało się przeorganizować pracę. Nadszedł kwiecień, ilość zamówień spadła do 15% w stosunku do ubiegłego roku. W zasadzie jedynym sprzedającym się produktem pozostały bandany – one dawały obrót oraz zamówienia od kontrahentów ze Szwecji, Finlandii i Danii, gdzie lockdownu praktycznie nie było. Odbyłem w tym czasie kilka rozmów telefonicznych z moimi przyjaciółmi z branży, z którymi spotykamy się na targach w Polsce i Europie. Wszyscy, może poza jednym wyjątkiem, mieliśmy równie trudną sytuację biznesową. Rozmowy, wzajemna wymiana przemyśleń i pozytywne nastawienie dawały jednak wiarę w przyszłość. To było bardzo potrzebne!

Czy zdywersyfikowaliście ofertę? Jak sobie radziliście?

Szybko rozszerzyliśmy ofertę o nowe produkty „Covidowe”: maseczki wielorazowe z nadrukiem, uchwyty do maseczek ochronnych czy przyłbice z nadrukiem, ale niestety nie przyniosły one spodziewanych rezultatów. Na szczęście nie zawiodła solidarność w biznesie i zdecydowana większość naszych kontrahentów płaciła swe należności z góry mimo, że wcześniej miała już wynegocjowane dłuższe terminy płatności. Klienci chcieli nam pomóc i dzięki temu udało się zachować płynność finansową. Sami zresztą też regulowaliśmy nasze zobowiązania bez jakichkolwiek opóźnień. W ramach wolnych mocy uporządkowaliśmy wszystko to, na co nigdy wcześniej nie było czasu i szczęśliwie dobrnęliśmy do Świąt Wielkanocnych. Po świętach jakby coś drgnęło. „Najpierw powoli, jak żółw ociężale…” i tak się zaczęło rozpędzać. Maj przyniósł dalsze wzrosty zamówień. Widać było jak na dłoni, w których krajach luzowane są restrykcje. W drugiej połowie maja najpierw Niemcy i Austria, i o dziwo Belgia, później Francja i Szwajcaria, następnie Czechy i Słowacja, a w czerwcu odezwali się klienci z całej Europy, nawet z Włoch. Wygląda na to, że osiągniemy 60% obrotu w stosunku do ubiegłego roku. Będzie dobrze!

Wystawiacie się na wrześniowych targach FestiwalMarketingu.pl. Co zaprezentujecie na targach? Czy szczególnie w obecnej sytuacji spotkania są istotne, by odbudować branżę?

Na targi FestiwalMarketingu.pl przygotowujemy się od momentu ich potwierdzenia przez organizatorów, ale tak naprawdę to nie dopuszczałem wcześniej myśli, że tych targów nie będzie. Internet to nie wszystko, a wersja online targów w Cantonie czy Alibaba online Show to nie żaden cud techniki, gdyż działają na podobnych zasadach co wyszukiwarki Ebay, Amazon, Allegro, Alibaba itp. Może jestem człowiekiem starej daty, ale spotkania face to face, w świecie rzeczywistym, a nie wirtualnym to jest to, co tygrysy reklamy lubią najbardziej, to jest nasz żywioł. Rozmowy ze zwiedzającymi, przedstawianie im oferty i wsłuchiwanie się w ich oczekiwania budują prawdziwą relację, pozwalają wyciągać wnioski i wychodzić naprzeciw oczekiwaniom.

Będziemy promować na targach głównie nasze produkty z serii eco – biodegradowalne znaczki, identyfikatory, camera covery czy kieszonki do telefonu na karty kredytowe. Wierzę, że w dobie coronawirusowego kryzysu produkty przyjazne dla środowiska cieszyć się będą rosnącą popularnością, bo klienci nie zapomną o ochronie środowiska dla przyszłych pokoleń. Myślę, że to właśnie „targi w realu” są najlepszym lekarstwem na nasze Covidowe frustracje, zaś mówienie o ich schyłku  jest co najmniej przesadzone.

Rozmawiała Katarzyna Lipska-Konieczko